Najnowsze notki

Dziwny ten nowy blog

  • Napisane 13 Styczeń 2012 o 22:43

Gubię się trochę. Szukam gdzie co jest… I po co to komu było hę?

No ale dobra, dajmy im szansę.

Co u mnie?

Zaczęła się rutynka, w związku z czym Moi już zastanawia się nad zmiana pracy. Chyba niezdrowo tak często zmieniać nie?

Jednak najwyższy czas zabrać się za coś bardziej ambitnego. Przestać się w końcu opierniczać.

Na poczatek myśle o wolontariacie w jakiejś przyjemnej instytucji typu National Museum of Scotland, albo Botanical Gardens.

Tak, już można na łono natury. W Edinburgh’u krokusy juz wzeszły i dzwonki, takie filetowe ładne zakwitły.

Codziennie zaś w drodze do pracy mijam miejsce, gdzie krzaki magnolii nadal mają kwiaty.

Na poczatku myslałam, że sztuczne, ale konsultowałąm się z Sis i potwierdziła, że jak najbardziej autentyczne i żywe.

A przy ostatnich lekkich powiewach wiatru można było zobaczyć takie oto zjawisko:

Wiaterek

Nie wiem, czy wspominałam o tym, że brałam udział w zeszłorocznych obchodach Samhuinn czyli Halloween, a co za tym idzie, zostałam członkinią Beltane Fire Society.

To z kolei wiąże się z udziałem w nadchodzacym Beltane.

Nie mogę się już doczekać.

Poprzednio byłam steward’em, teraz… nie powiem jeszcze :)

Niedługo będzie jakiś update więc pewnie zdradzę więcej.

Aha. wracam do studiów nad Stygmatyzacją Czarownic w Historii.

Najfajniejsze w byciu na Wyspach jest to, że ma się dostęp do niesamowitej literatury i spotyka się fantastycznych ludzi.

Bo już czas coś zmienić, prawda?

  • Napisane 27 Grudzień 2011 o 16:48

Zostawiłam Irlandię.

Tęsknię, to prawda, ale nie tak mocno jak się obawiałam.

Bardziej tęsknię za rudym kotem, który tam został i za jego ludźmi…

Tęsknię za tym co miałam tam 6 lat temu… Za nieświadomością.

Teraz jestem tutaj. Tutaj jest pięknie. jest zapierająco dech i znów nie mam czasu by się tym cieszyć.

Mijają dni.

Chce kolejnych zmian.

Zaczęłam od bloga…

Personalized Classic Books

  • Napisane 13 Październik 2011 o 15:47

Możesz zostać główną bohaterką Draculi, czy Dumy i Uprzedzenia. Paść w ramiona własnego Upiora.

Szkoda tylk, że nie bedzie zakończenia takiego jak sobie wymarzysz. Bedzie takie jak znasz. Tak czy inaczej, fajna sprawa. :)

oto preview:


Dr. Seward writes of the grisly night he and Dr. Van Helsing try to rescue Jared and Maelen from a vicious attack by Count Northman:

     . . . On the bed beside the window lay Jared Thornskin,
his face flushed and breathing heavily as though in a stupor. On the
near edge of the bed was the white-clad figure of his wife, Maelen. By her side stood a man, clad in black. His face was turned from us, but we all recognized Count Northman, even to the scar on his forehead. With his left hand he held Maelen‘s
hands, keeping them away with her arms at full tension. His right hand
gripped her by the back of the neck, forcing her face down on his bosom.
Her white nightdress was smeared with blood, and a thin stream trickled
down the man’s bare chest which was shown by his torn-open dress.

As we burst into the room, Northman turned his
face, and
a hellish look seemed to leap into it. His eyes flamed red with devilish
passion. The white sharp teeth, behind the full lips of the blood
dripping mouth, clamped together like those of a wild beast.
Throwing his victim back upon the bed, Northman turned and sprang at us. But by this time Professor Van Helsing had gained his feet, and was holding towards him the envelope which contained the Sacred Wafer. Count Northman
suddenly stopped and
further and further back he cowered, as we, lifting our crucifixes,
advanced. The moonlight suddenly failed, as a great black cloud sailed
across the sky. And when the gaslight sprang up under
my match, we saw nothing but a faint vapour. . . .

    . . . Maelen was now awoken, and turned to Thornskin with her arms stretched out, as though to embrace him. Instantly, however, she drew them in again, and
holding her hands to her head, clutched at her wildly disarrayed black hair and shuddered till the bed beneath her shook.
"In God’s name, what does this mean?" Thornskin cried out, blue
eyes wide and frenzied. "Maelen,
dear, what is it? What does that blood mean? My God, my God! Has it come to this? Has Count Northman preyed upon her?"
With a quick movement, Thornskin jumped from bed and began to pull on his clothes. "What has happened? Tell
me all about it!" he cried without pausing. "Dr. Van Helsing, you love Maelen too, I know. Oh, do something to save her. It cannot have gone too far yet. Guard her
while I look for Northman!"
Maelen, through her terror and horror and distress, saw some sure danger to
him. Instantly forgetting her own grief, she seized hold of him, staring through tear-filled hazel eyes, and cried out.
"No! No! Jared, you must not leave me. I have suffered
enough tonight, God knows, without the dread of his harming you. You
must stay with me. Stay
with these friends who will watch over you!" Her expression became
frantic as she spoke. And, he yielding to her, she pulled Thornskin down sitting on the bedside,
and clung to him fiercely.
Dr. Van Helsing held up his golden crucifix, and
said with wonderful calmness, “Do not fear, my dear. We are here, and
whilst this is close to you, no foul thing—not even Count Northman—can approach. You are safe for tonight, and we must be calm and take counsel together."
Maelen shuddered and was silent, holding down her
head on her husband’s breast. When she raised it, his white nightrobe
was stained with blood where her lips had touched, and where the thin
open wound in the neck had sent forth drops. The instant she saw it she
drew back, with a low wail, and whispered, amidst choking sobs.
"Unclean, unclean! I must touch him or kiss my beloved Jared no more. Oh, that it should be that it is I who am now his worst enemy, and whom he may have most cause to fear…."

 

 

by http://www.bookbyyou.com/classic/default.asp

Firma Maklerska Trigon w Krakowie

  • Napisane 15 Wrzesień 2011 o 22:22

Opowiem jutro, bo dzis juz mi zabraklo bluzgow.

Tylko nie wiem kto zwroci mi koszty za wszystkie wykonane do nich rozmowy telefoniczne, wyjezdzona benzyne, uszkodzenia pojazdu, wykonane oplaty na notariuszy i inne dokumenty, ktorych wiecznie firmie brak (jak rowniez, kompetentnych pracownikow) straty moralne wyrzadzone przez krakowskich kierowcow jak i przez sama firme oraz dozywotni uraz psychiczny do polskich instytucji i samego kraju, ktory powinien byc obywatel RP friendly. A moze to powinno sie nazywac RiP? Choc ja bym raczej powiedziala GTH (czyli GO TO HELL!!!)

Z całym szacunkiem…

  • Napisane 6 Wrzesień 2011 o 11:11

Niezmiernie się cieszę, że wyjechałam z Irlandii.
Nie dlatego, że Irlandia zła. Irlandia jest piękna.
Cieszę się, że niemuszę już oglądać ludzi, którzy wykorzystali moją dobroć i mają tupet pokazywać publicznie swoją twarz.
Cieszę się, oszczędzam cenną energię.
Na całym świecie można policzyć na palcach jednej ręki, ludzi których głęboko i dozgonnie przestałam tolerować.
Bo trzeba się bardzo mocno postarać bym kogoś aż tak znielubiła.
Z tej niewielkiej grupki dwie przebywają właśnie w Irlandii.
Życzę im wbrew pozorom wszystkiego tego co od nich sama otrzymałam i jeszcze trochę.
Staram się nie czuć odrazy na ich widok, ale to jeszcze trudne.
Wybaczcie.
Tym bardziej czuję, że to najlepszy moment na opuszczenie Irlandii.

Przyznaję się

  • Napisane 25 Sierpień 2011 o 16:06

Nie cierpię upałów.
Kocham deszcz.
Tak, to najprawdziwsza prawda.
Deszcz i wiatr.
I temperatury do 20 stopni max.
20 stopni to dla mnie upalne lato.
To co teraz przeżywam to koszmar!
Duszę się!
Konam!
Chce na północ.
Nic nie poradzę na to.
Lubię niskie temperatury!
I deszcz!!!! Kocham burze i ulewy.
Jeśli tego nie potraficie zrozumieć – trudno.
Dlatego muszę żyć w kraju gdzie temperatury są odpowiednie.
Od tygodnia nie mogę się ruszyć, bo nie wyrabiam w tych temperaturach.
Nie wiem skąd się wziełam, ale mam nadzieję, że jest na świecie więcej takich dziwolągów jak ja.
Nawet jeśli czasem pomarudzę, że za zimno czy za mokro to i tak wolę to od wysokich temperatur i palącego słońca.
Nie opalam się.
Jestem blada i dobrze mi z tym.
Słońce nie dla mnie.
Chcę na moją wyspę. ASAP.

Polska

  • Napisane 1 Sierpień 2011 o 21:55

Ganianie od urzedu do urzedu nigdy nie nalezalo do moich ulubionych zajec.
A opieszalosc urzednikow teraz jeszcze bardziej mnie denerwuje niz 7 lat temu.
Czy wiedzieliscie, ze wyrobienie numeru NIP trwa MIESIAC?? Taka jest procedura i nie da sie przyspieszyc.
A do Krakowa zalatwic sprawy udzialow mozemy dopiero po uzyskaniu tegoz numeru.
MIESIAC!
Poprostu podnioslo mi sie cisnienie.
Ide sie odstersowac.
Bynajmniej nie polska telewizja, pelna bzdur i dziwacznego jezyka potocznego (pomijam fakt, ze wiecej angielskich nazw produktow w zyciu nie slyszalam w zadnym innym kraju nie-anglo jezycznym – niemiec nas nie zgermanil ale anglo-amerykanin tak i to bez problemowo)
Mimo wszystko sadzilam ze reporterzy powinni znac i uzywac poprawnej polszczyzny, co tez okazalo sie moja pomylka.
Nie wiem co sie stalo przez te 6 lat mojej nieobecnosci, ale jestem w glebokim szoku.
I wiecie co? Wcale, ale to wcale nie chce tu juz wracac.
To trudne i skomplikowane, ale jesli kiedykolwiek bede miala okazje osiasc gdzie indziej, zrobie to bez wahania.
I jak zwykle, to nie przez miejsce, a przez ludzi.
Nie chce sie wstydzic tego, ze jestem z Polski.
Od tej pory na pytanie skad jestem bede mowic, ze z za granicy. ;P

Pozytywnego myslenia zycze :)

Ps. Koti, tak wiem. Pracuje nad odpowiednim layoutem :)

Bieda, recesja i zebracy na ulicach

  • Napisane 22 Lipiec 2011 o 16:17

W malych miasteczkach typu Maynooth niewiele takich widokow.
Choc tez pamietam bezdomnego ktory sypial u wejsc do kaltek. Albo przesiadywal pod Dunnes Stores. Glownie nocami bo za dnia go garda przeganiala.
Ale to byl biedny czlowiek, caly majtek jaki posiadal, czyli kilka reklamowek z niezidentyfikowana zawartoscia, kilka kurtek wciagnietych na grzbiet i rozwalajace sie buty nosil przy sobie.
Po przyjezdzie do Edinburgha uderzylo mnie, ze nawet w tak odsunietych od glownych arterii handlowych, czesciach miasta spotyka sie az tylu zebrakow. Tylko na naszej ulicy jest ich troje.
Na poczatku mialam odruch – wrzucic choc kilka pensow bo biedny czlowiek na ulicy siedzi.
Cos mnie jednak powstrzymalo.
Spojrzalam na czlowieka, przyjzalam mu sie blizej i pomyslalam: "Chlopie, jestes mlodszy odemnie. Zamiast tracic czas siedzac tutaj rusz tylek i chodz szukac pracy."
Nie byl niepelnosprawny bo kiedy wstal wygladal na dosc rzeskiego. Moze na lekko skacowanego.
Nawet gdyby mial pytac okolicznych sklepikarzy czy im nie pozamiatac przed sklepem za 5 funtow na przyklad.
Rumunskie kobiety z dziecmi sa nagminne, ale wiemy jak to wyglada.
Pan i wladca czeka w domu a ona zebrze pod Tesco.
Ktos powie, ze jestem nieczula na ludzkie nieszczescie.
To nie prawda.
Nauczylam sie jednak, ze nie wszystko musi byc takie jak sie na pierwszy rzut oka wydaje.
Dzis natomiast jeden widok pobil wszystko co juz udalo mi sie tutaj zobaczyc.

Idziemy z Jr na poczte.
Przed kinem tradycyjnie siedzi zebrak.
Klasyczny wyglad pijaczyny z polamanym nosem, zapuszczona dziko broda i brudnymi ciuchami.
Kolanka przykryl sobie kocykiem.
Podchodzimy blizej i co?
Koles nawija przez srebrzyscie polyskujacy  telefon.

Szkoda, ze nie moglam mu zrobic fotki.

Gildia dba o swoich ludzi.
Zawod zebrak musi byc niezla fucha.
Moze trzeba sie przekwalifikowac?

Depresja

  • Napisane 20 Lipiec 2011 o 12:01

Kolezanka, ktora urodzila dziecko przyjechala do Szkocji ponad dwa lata temu.
W Polsce nie mogla znalezc pracy, z rodzicami miala wieczne problemy.
Troche to zrozumiale, kiedy dorosla kobieta siedzi na garnuszku rodzicow.
Zmieniala tylko facetow.
Przyjechala do Szkocji by poprawic swoja sytuacje.
Agencja ktora miala zapewnic jej prace byla jedna z tych agencji co to zbiora ludzi i wywioza a na miejscu okazuje sie ze pracodawca wogole o nich nie slyszal.
Wyladowala w hostelu z resztka pieniedzy i znikoma znajomoscia jezyka.
Wziela sie do roboty i znalazla jakies sprzatanie czy cos.
W koncu przez inna agencje znalazla prace na czasowy kontrakt. Jedna, potem druga.
Zmienila chyba ze czterech facetow w tym czasie.
Ostatni zrobil jej dziecko i wyjechal do Polski.
Majac lat 41 znalazla sie sama w obcym kraju, w ciazy i bez pracy.
Wpadla w depresje.
Z jednej strony zrozumiale.
Z drugiej dla mnie nie do pojecia.
Jak mozna poddac sie depresji wiedzac, ze na swiat ma przyjsc dziecko.
Istota calkowicie zalezna od nas.
Zamiast ruszyc od razu do urzedow i instytucji po pomoc, ona przesiedziala w fotelu 7 miesiecy.
Doslownie.
Pierwszy raz do lekarza poszla kiedy poczula ze dziecko przestalo sie ruszac!!
Staram sie zrozumiec.
Wbrew temu co mysle, staram sie tez pomoc.
Wydzwaniam za nia do instytucji i biur pomocy spolecznej, ale moja cierpliwosc chyba sie wlasnie skonczyla.
Zeby lepiej zrozumiec jej stan wyszukalam sobie co pisza o depresji.

http://www.csk.lodz.pl/depresja/objawy.htm

Wiecie co?
Mialam dokladnie to samo.
Wszystko. Punkt po punkcie.
Pamietam okres, ze nie chcialo mi sie zyc tak bardzo, ze az bolalo fizycznie.
Pamietam jak wylam w lazience godzinami.
Jak nie moglam spac cale noce albo jak spalam tak twardo, ze nie mozna mnie bylo dobudzic i wiecznie bylam zmeczona.
Moze teraz tez mam depresje?
Niektore z tych objawow ciagle sa obecne w moim zyciu.
Ale nie siadam w fotelu i nie uzalam sie nad soba.

Nikt mi nie pomogl.
Sama wzielam sie w garsc.
Moze jestem inna, moze jestem silniejsza, ale nie dociera do mnie jak mozna nie zrobic nic, majac swiadomosc ze nie jestem odpowiedzialna tylko za siebie.
Kiedy jest sie w ciazy, wlasne zycie nie ma juz znaczenia.
Oddaje sie go tej malej istocie ktora w nas rosnie.
I nie ma usprawiedliwienia.

Jestem nieczula egoistka moze. Nie wiem.
No i jeszcze jej palenie. Jara jak lokomotywa.
Kasy nie ma na nic ale wczoraj prosila zebym kupila jej fajki.
Odmowilam.
Rece opadaja na ludzka glupote.
Mowilam, ze to jedyna rzecz na ktora mam alergie.
Ludzka ignorancja.
Dzis jade po rzeczy dla niej, ktore dostala podobno z sociala.
Potem odbieram ja ze szpitala i zawoze do starej chaty z ktorej musi sie wyprowadzic do 15 sierpnia bo nie placi czynszu od marca.
Powiedzialam jej ze ma tu sciagac tego co jej to zrobil.
Stale sa w kontakcie.
Przemyslal podobno sprawe i chce byc wciagniety w sprawe wiec najwyzsza pora.
Ja juz nie mam sil walczyc za kogos.
Nikt za mnie nie walczyl nigdy.
Sama mam swoje sprawy do uregulowania.
I tez mam dziecko.
I fajki rzucilam bez wspomagaczy.
Trzeba tylko chciec.
Tez marudzilam w przeszlosci, tez wydawalo mi sie, ze jest beznadziejnie.
Wystarczy poczytac moje archiwum ;>
Ale nie siadlam i nie czekalam na koniec swiata, tylko wzielam sie do dziela.
Mam nadzieje, ze i kumpela wreszcie przejrzy na oczy.
Ide.
Niektorych trzeba jednak kopnac w dupe. ;]

Zmiany w toku.

  • Napisane 19 Lipiec 2011 o 12:26

Czas zakasac rekawy i wziasc sie do roboty.
Mam mnostwo spraw do zalatwienia i niewiele czasu.
Do tego moja kolezanka chyba sie przyzwyczaila i wydaje jej sie, ze bede nianczyc ja i dziecko.
Ma faceta niech go sciaga do Edinburgha.
Ja mam swoje dziecko i wlasne problemy.
Daj ludziom palec…
Najlepsze jest to, ze placze, ze nie ma pieniedzy ale dzis dzwonila zebym jej kupila papierosy!
Over my dead body!
Ja tez nie mam kasy. Sama palic przestalam i wiem, ze to jest mozliwe bez wspomagaczy.
Daje kumpeli ostatnie trzy dni na wszelkie petycje i podania w moja strone. Od czwartku jestem niedostepna.
Mam 1000 spraw.
Aha.
Moj prywatny Mr M. pomaga choc jest daleko. Milo wiedziec, ze jest ktos kto mysli…a przynajmniej udaje, ze o mnie mysli. :)
Choc wolalabym, zeby widzial we mnie bardziej przyjaciela a nie potencjalna milosc swojego zycia.
Chyba cos ze mna nie tak. ;]